+48 18 444 17 23 • Biuro Posła Andrzeja Czerwińskiego

Czerwiński: Nie Palikot wieszał krzyż, żeby go mógł zdejmować

Prasa  Bernadeta Waszkielewicz i Henryk Szewczyk 2011-10-19 07:59

Sądzi, że w ciągu roku Jezioro Rożnowskie może zostać odmulone, zaś z usuniętych złogów powstanie... sztuczna wyspa. Uważa Janusza Palikota za inteligentnego człowieka z plasteliny. Zapowiada, że będzie bronił przed nim krzyża w Sejmie. Nie zamierza reagować na zaczepki Arkadiusza Mularczyka i zaprzecza, że Sądecczyzna będzie karana przy podziale środków unijnych za poparcie w wyborach PiS, a nie PO. Deklaruje, że nie ma nic gorszego niż odwet polityczny, a wręcz prosi o tropienie „kacyków”, którzy taki odwet stosują. O tym wszystkim opowiada poseł Andrzej Czerwiński, lider Platformy Obywatelskiej w regionie nowosądeckim , w drugiej części rozmowy z dziennikarzami Sądeczanina.info.

Jak pan zagłosuje, gdy na forum Sejmu pojawi się projekt Palikota o usunięciu krzyża z sali obrad?

- Jestem przekonany, że taki projekt nie padnie. Jako konserwatysta jestem przywiązanym do krzyża i nie Palikot go wieszał, żeby go mógł zdejmować. Dla większości obywateli naszego kraju krzyż jest utożsamiany z polskością. Obok godła to symbol, który mamy głęboko w sercu. Będę go bronił, żeby był. W pokoju w hotelu poselskim też mam krzyż, który sam zawiesiłem.

Ten krzyż to symbol ofensywy obyczajowej, antykościelnej jaką Palikot będzie chciał przeprowadzić w Sejmie. Na przykład opodatkowania Kościoła, wyprowadzenia religii ze szkół. Dopuszcza pan współpracę z Ruchem Palikota w Sejmie?

- Nie dopuszczam.

W żadnym obszarze?

- Nie można mówić, że w żadnym, trzeba poznać tych ludzi. Ja znam Palikota i wiem na co go stać. On jest nazywany przez specjalistów człowiekiem z plasteliny, bo można go ukształtować na potrzeby chwili w dowolny sposób. Jeśli się go ukształtuje na potrzeby gospodarki i on zrobi coś dobrego, antybiurokratycznego na przykład, to dlaczego mamy go w tym nie wspierać?

Był już szefem komisji, która miała dokonać takich zmian ułatwiających funkcjonowanie przedsiębiorcom i co wyszło?

- No i pamiętamy go z tego, że stanął na stosie papierów i coś machał ręką, a nie pamiętamy, by coś zrobił. Teraz my wszyscy mówimy o Palikocie, bo on chce zdejmować krzyż. Ten facet nic nie zaproponował mieszkańcom, po prostu nic. Wziąć drabinę i zdjąć krzyż. On na tym zbudował swoją kampanię, na jakichś gestach i gadżetach. Jak ja mam współpracować z gościem, który nie wiem co będzie robił?

Trzy lata współpracowaliście w jednym klubie.

- Byłem wiceprzewodniczącym klubu i na zarządzie mieliśmy go dwukrotnie, dyscyplinując go. Raz się poprawił na pół roku, a raz przekroczył granicę i został wyrzucony z klubu. Każdy ma buławę w plecaku, on też mógł być dobrym posłem. Ale przyjął metodę, której nie zaaprobowaliśmy w Platformie.

Nie jest tak, że to PO go wyhodowała a potem się wam urwał, straciliście nad nim kontrolę?

- Może tak jest. On jest człowiekiem inteligentnym, potrafi się dostosować do chwili. Chyba nie było wielu ludzi, którzy dawali mu szansę na wejście do parlamentu. W ciągu roku na swoim nazwisku zbudował partię. To nie jest przypadek.
Poznałem go jako przedsiębiorcę. Produkował palety, ja kiedyś też się tym zajmowałem. Wiem od czego zaczynał i wiem, że to nie jest aż takie proste. Potem poszedł w handel itd. Kiedy zobaczyłem w „Rzeczpospolitej” całą stronę jego ogłoszenia, to pomyślałem, że przedsiębiorca idzie do parlamentu i przyda się taki. Myśmy go mieli w klubie, ale znałem go z zewnętrznej strony gospodarczej: tworzył miejsca pracy, dawał ludziom zarobić, spełniał kryteria przedsiębiorczości. Kiedy się poznaliśmy lepiej, rozeszliśmy się.

Może góra partii zawiąże jednak koalicję z Palikotem?

- Nie będzie takiej koalicji. Jestem pewien.

W poprzedniej kadencji Sejmu sprawach światopoglądowo głosował pan jednak chwiejnie. W sprawie rodzin zastępczych, miękkich narkotyków itd. Jaki ma pan kręgosłup światopoglądowy?

- Zawsze głosowałem tak samo. To są różne sprawy i możemy po kolei wracać do każdej przypominając, co mówiliśmy, a co nam zarzucano nadinterpretując fakty.
Zarzucano nam, że jesteśmy za legalizacją miękkich narkotyków, co jest totalną nieprawdą. Narkotyki są nielegalne, są tylko dwa przypadki, w których nie jest karany ten, kto posiada ich niewielką porcję. Pierwszy przypadek, to narkoman, człowiek dotknięty chorobą nałogu - jeśli podda się leczeniu, to zamiast do więzienia go wsadzać, daje się go na leczenie. Drugi przypadek: ten kto powiadomi o siatce dystrybucji. I za każdym razem decyduje sędzia na wniosek prokuratora. To nie jest tak, że kiedykolwiek legalizowaliśmy narkotyki! To dorobiona nam teoria przez niektórych polityków!

A głosowanie w sprawie powierzania dzieci rodzinom zastępczym, które stanowią parę homoseksualną jak pan wytłumaczy?

- Jestem przeciwko wychowywaniu dzieci przez pary homoseksualne. O tej ustawie chciałbym kiedyś szerzej porozmawiać, ale generalnie to nie było poparcie takiego zapisu. To była ustawa rozszerzająca paletę ochrony prawnej dzieci i to jest sens tej ustawy. Ktoś wyciągnął zapisy tego dotyczące, które są marginalne...

Ale legalizujące taką możliwość.

- Nie! Nie ma zapisu umożliwiającego homoseksualistom, zgodnie z prawem, branie dzieci na wychowanie. W jaki sposób państwo by miało badać, że ktoś jest homoseksualny czy nie? Poza tym przecież można być homoseksulistą i prawym człowiekiem.... Ale o tym możemy porozmawiać w szczegółach potem, żebym mógł zajrzeć do notatek i dobrze to wyjaśnić.

Czy przez następne cztery lata biedni Sądeczanie są skazani na niekończący się festiwal interpelacji i zapytań poselskich Arkadiusza Mularczyka i kontrkonferencje prasowe Andrzeja Czerwińskiego?

- Będę się ograniczał z krytykowaniem, bo mam co robić i koalicję mamy taką, która powinna skupić się na wdrażaniu projektów. Jasnym jest, że Mularczyk będzie robił, co robi, bo człowiek natury nie zmieni. Czyli będzie „puszczał” nierealne rzeczy i potem będzie tworzył teorie, że my tego nie chcemy wspierać. Za pośrednictwem portalu i gazety Sądeczanin deklaruję uroczyście, że żadnych księżycowych projektów nie będę wspierał, trzeba racjonalnie działać.

Nie będzie pan odpowiadał na zaczepki posła Mularczyka?

- Jeżeli będą naruszały moje dobra, to będę reagował, ale nie mam natury takiej, że muszę na wszystko reagować. Po mnie czasem spływa to, co inni sieją, i jakoś dobrze na tym wychodziłem.

Którego z sądeckich posłów PiS pan ceni, z którym z tej siódemki najłatwiej będzie się panu współpracowało?

- Dotąd najwięcej miałem wspólnego z posłem Janczykiem z Limanowej, dlatego że angażował się w kilka spraw wspólnych, na przykład wsparł projekt „7 dolin”. Przyjeżdżał na spotkania, rozmawialiśmy o tym, a nawet raz urządziliśmy wspólną konferencję prasową na ten temat. Z Janczykiem miałem merytoryczny kontakt. Z Mularczykiem nie było okazji do merytorycznego działania.

Nie było, a czy nie będzie?

- Trzeba powiedzieć wyraźnie, że rolą opozycji jest siedzenie i pisanie interpelacji. Po to się gra o władzę, żeby mieć wpływ na władzę. Nie jest tak, że poseł opozycji decyduje o tym , co by chciał zrobić, on się może ewentualnie podpiąć pod czyjś projekt.

Podstawowym zadaniem opozycji jest chyba kontrola rządzących?

- Tak, dlatego mówię, że będę miał teraz siedmiu kontrolujących, co mnie tym bardziej będzie motywowało do roboty. Tak to traktuję, nie deprecjonuję opozycji.

I ósmy oberkontroler w osobie nowego posła Platformy ze Starego Sącza?

- Niestety... (śmiech)


Zadeklaruje pan, że Sądecczyzna nie będzie karana za to, że wybrała PiS a nie PO?

- Ja sam wybrałem Sądecczyznę na swoje mieszkanie, bo przecież wszędzie mógłbym wyjechać, ale najlepszym żołnierzem jest ten po doświadczeniu na froncie. Ja tu muszę ciągle być na froncie, pokazywać, że potrafimy coś robić, mamy skuteczny plan. To mnie chyba hartuje w działaniach. Nie mogę rzucać słów na wiatr. Teraz będę miał w posłach PiS siedmiu a nie pięciu recenzentów mojego działania. Tym bardziej motywuje mnie to do pracy, myślę że krok po kroku sądeczanie też zobaczą, że Platforma też jest dobra dla Sądecczyzny.

Pojawia się jednak taki pogląd, że kurek ze środkami unijnymi zostanie przykręcony dla ziemi sądeckiej, limanowskiej...

- Nie ma takiej możliwości. Środkami unijnymi nikt politycznie nie powinien sterować. Gdybyśmy zahamowali pieniądze, to byśmy cofali Sądecczyznę! A my musimy wzmocnić działania tak, by Sądecczyzna dociągnęła do bogatszych regionów. Podstawowym czynnikiem rozwoju jest system komunikacyjny i już bez kampanijnych emocji możemy powiedzieć, że jest rozpoczęta dokumentacja na linię kolejową Podłęże-Piekiełko, są na to 2 mln zł. Droga na Muszynę jest wpisana do krajowych priorytetowych zadań i będą na to środki w rezerwie. Droga Brzesko-Nowy Sącz jest zlecona do projektowania. Decyzja na budowę obwodnicy zachodniej Nowego Sącza będzie lada chwila wydana przez wójta Podegrodzia. Nie ma problemu z finansowaniem tych przedsięwzięć.

I gminy, gdzie rządzi PO, nie będą szybciej dostawały pieniędzy np. na „Orliki” niż te, gdzie silniejsze jest PiS?

- A które nie dostają pieniędzy z przyczyn politycznych? W Tarnowie jest osiem „Orlików” i w Nowym Sączu mogłoby być tyle samo, gdyby miasto złożyło choćby jeden wniosek o to! Nie ma nic gorszego niż odwet polityczny, niż działanie na złość, bo ktoś na kogoś nie głosował. Jeśli takie przypadki by były, to trzeba interweniować, bo być może znajdzie się jakiś „kacyk”, który będzie pokazywał – jak kiedyś sekretarz PZPR – kto ma władzę. Nic gorszego dla polityka niż powiedzieć: „ja zrobię dla wyborców”. Polityk powinien mówić, że wspólnie realizujemy zadania” a nie „ja”.

Zapytamy więc o pana obietnice, na przykład szybkie odmulenie Jeziora Rożnowskiego - już coś ruszyło w tej sprawie?

- Spotkałem się z zarządem Związku Gmin Jeziora Rożnowskiego i ustaliliśmy krok po kroku działanie. Jest 13,6 mld zł na sześć lat na wieloletni program ochrony górnej Wisły. My mamy możliwość stworzenia w jego ramach zbiornika wodnego o pojemności 70 milionów metrów sześciennych, stosunkowo tanio. Tyle jest mułu w Jeziorze Rożnowskim, którego pojemność pierwotna wynosiła 260 mln metrów sześciennych.
Teraz jest kwestia przygotowania operatu, kto i za jakie pieniądze by to zrobił. Wtedy będzie porównanie, czy opłacalne jest to odmulanie, czy też dopuścić do zamulenia jeziora i wybudować zaporę gdzie indziej. Ale z takiego krótkiego inżynierskiego rzutu okiem: opłaca się, tak jak to na Zachodzie robią, usypać sztuczną wyspę z tego mułu. W tę stronę to idzie i to można zrobić w ciągu roku.

Tego się nie da zrobić, patrząc jak teraz ślimaczą się te prace, jedna holenderska maszyna się męczy...

- To byłaby zupełnie inna technologia. W sposób, jak się to robi obecnie, i za sto lat nie odmulimy jeziora. W nowej technologii w ciągu roku się to zrobi, technicznie można transportować ten muł na odległość do 10 kilometrów. Ta pryzma nie musi wcale powstać na jeziorze jako wyspa, choć tak najłatwiej by było.

A Smart Grid na Sądecczyźnie? Miał ruszyć jesienią.

- Są założenia do ustawy, projekt legislacyjny gotowy. I jest decyzja o projekcie wdrożeniowym, finansowanym przez Zarząd Województwa Małopolskiego - ten pilotaż będzie prowadzony na terenie powiatu nowosądeckiego. Tutaj przywieziemy liczniki, zainstaluje się je w obiektach publicznych, powstanie operator analizujący korzyści z tego idące. Przećwiczymy, jak to jest organizowane i ta próba pozwoli na skopiowanie tego rozwiązania gdzie indziej. Partnerami projektu mają być Politechnika Krakowska i AGH.

Chwalono pana w kampanii wyborczej jako wielkiego specjalistę od energetyki, Jerzy Buzek to podkreślał. Pojawiły się w związku z tym jakieś propozycje rządowe dla Pana?

- Ja mam tylko 182 centymetry wzrostu, więc taki wielki znowu nie jestem. Zawodowo jestem przygotowany do tej tematyki, bo jestem inżynierem energetykiem. Pracowałem też w tej branży. I znalazłem taką niszę w parlamencie - specjalizowałem się od początku w takich zespołach parlamentarnych, a ostatnie cztery lata byłem szefem stałej podkomisji do spraw energetyki. Stąd moja dobra znajomość z Jerzym Buzkiem, bo on się w Parlamencie Europejskim też w tym specjalizował. Mamy kilka projektów pilotażowych, które tu w Nowym Sączu zrealizujemy.

Mówi się o rekonstrukcji rządu, m.in. o wydzieleniu z Ministerstwa Gospodarki właśnie działu energetyka. Nie jest pan kandydatem na szefa takiego nowego resortu?

- Nie jestem i nikt z parlamentarzystów nie jest. Na razie trzeba ukonstytuować prezydium Sejmu, wybrać marszałka, potem ukonstytuuje się klub. Będzie proces opóźniający, ale nie łamiący procedur powołania nowego rządu. Musi się zamknąć okres prezydencji Polski w UE, bez wstrząsów personalnych. W trakcie tych procedur będą na pewno prowadzone rozmowy o obsadach różnych resortów i rekonstrukcji gabinetu. My mówiliśmy, że potencjalnie MSWiA powinno się podzielić na dwa. Teraz jest propozycja połączenia środowiska i energetyki. To są bardzo powiązane tematy, myśmy wiele komisji mieli wspólnych. Podkomisji ds. energetyki z ochroną środowiska, która zajmuje się przecież certyfikatami energetycznymi, efektem cieplarnianym itd. Słyszymy, że premier Pawlak złożył inną propozycję: włączenia środowiska do gospodarki, wtedy powstałby jeden superresort. To jest jeden z wariantów, co będzie, to czas pokaże. Muszą być negocjacje i nie zaczyna się ich od personaliów.

Gdyby pan dostał propozycję ministra czy sekretarza to by ją pan przyjął?

- Jeśli ktoś będzie ze mną na ten temat rozmawiał, to na pewno ta rozmowa nie będzie emitowana w mediach, tylko odbędzie się w gabinetach. Na razie takich rozmów nie ma. Swoją drogą są ministrowie, którzy w wyborach nie uzyskali żadnego wsparcia i nie zostali posłami. Bycie ministrem to nie jest nagroda tylko ciężki kawałek chleba.

Rozmawiali: Bernadeta Waszkielewicz i Henryk Szewczyk

Źródło: sadeczanin.info

@poselczerwinski Budowa Instalacji Granulacji Mechanicznej Nawozów - historyczne wydarzenie dla tarnowskich Zakładów 12 godzin temu

@Grupa_Azoty 1/2 W samym Tarnowie #GrupaAzoty zamierza zrealizować inwestycje o wartości 1 mld zł @poselczerwinski 12 godzin temu

@Grupa_Azoty Minister Skarbu Państwa podkreślił dziś, że "#GrupaAzoty krok po kroku realizuje założony gigantyczny plan inwestycyjny" 12 godzin temu